Pajor, Keller i "Uszatki" z wojskowego kontrwywiadu




     Prawo i Sprawiedliwość, jak każda partia o zapędach totalitarnych, kieruje się starą zasadą "Kto Towarzysze nie z nami, ten przeciwko nam". W myśl tej zasady pracownicy Wojskowych Służb Informacyjnych są skazani na potępienie i publiczny pręgierz. Jednak są wyjątki. Na przykład w Stargardzie, gdzie czołowy działacz władz PiS Mirosław Keller zatrudnił emerytowanego oficera wojskowego kontrwywiadu. Chodzi oczywiście o spółkę miejską MPGK. A wszystko to pod nosem Sławomira Pajora, ubiegającego się o fotel prezydenta Stargardu z ramienia PiS. Czy Pajor wiedział, że w podległej mu spółce pracuje (a może pracują?) byli pracownicy WSI lub innych służb?

Pajor, Keller i "Uszatki" z wojskowego kontrwywiadu
     Wojskowe Służby Bezpieczeństwa od samego początku były "solą w oku" zwolenników braci Kaczyńskich. Jeszcze przed monopolizacją władzy w państwie przez Prawo i Sprawiedliwość otwarcie mówiło o konieczności likwidacji WSI jako źródła zła wszelkiego w naszym państwie. Kaczyńscy doszli do władzy, WSI zlikwidowano a byli pracownicy służb rozeszli się po całym kraju. Kilku z nich mieszka do tej pory w Stargardzie. - Nie było nas wielu - mówi emerytowany oficer wojskowego kontrwywiadu ze Stargardu. - Raptem kilku w mieście i kilku nad Miedwiem.
Jednym z nich był Józef K., bo tak go nazwijmy. - Razem byliśmy na szkoleniu w Polsce - opowiada nasz informator. - Oczywiście na szkoleniu dotyczącym technik kontrwywiadowczych.
     Później obaj panowie razem pracowali, mieli ten sam zakres obowiązków. - To była typowa praca kontrwywiadowcza - mówi nasz informator. - Badaliśmy wtedy czy dany człowiek nie jest na przykład karany, jakie ma poglądy, czy nie ma krewnych lub przyjaciół w krajach kapitalistycznych. Badaliśmy jego kontakty, z kim się spotyka, czy nie bierze narkotyków itp. To było takie wstępne rozeznanie. To było przecież wstępne kwalifikowanie do odpowiednich służb. Badaliśmy też przede wszystkim czy nie mają powiązania z klerem. Bo według nas kler był zawsze takim czynnikiem, który demoralizował czynną służbę wojskową. Badaliśmy czy nie wznosi antypaństwowych haseł itp.
     Później panowie utrzymywali ze sobą kontakt aż do czasu kiedy Józef K. zmienił pracę. - Poszedł pracować do "Mostów" - mówi nasz informator. - I tam spotkał się z Mirkiem Kellerem. My na niego mówiliśmy "Killer".
     Okazało się, że z czasem nasz oficer kontrwywiadu Józef K. nie tylko zmienił miejsce pracy ale i zapatrywania polityczne. - Stał się zażartym zwolennikiem Solidarności i tego całego towarzystwa - mówi nasz informator. - Jego żona w tym czasie była szefową Solidarności w jednym ze stargardzkich zakładów pracy. I wtedy on sam też zmienił poglądy.
     Nasz Józef K. został przesunięty wtedy na stanowisko szefa Wojskowej Komendy Uzupełnień. Powodem przesunięcia była właśnie zmiana zapatrywań politycznych Józefa K. - Po prostu stał się niewiarygodny w kontrwywiadzie - mówi nasz informator.
     W końcu Józef K przeszedł na emeryturę. Po pewnym czasie znalazł pracę u swojego byłego kolegi Mirosława Kellera, wtedy już dyrektora Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. Kellera na stanowisku szefa miejskiej spółki komunalnej zatrudnił prezydent Sławomir Pajor, ubiegający się obecnie o reelekcję z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, że Mirosław Keller jest również czołowym działaczem, członkiem zarządu stargardzkiego Prawa i Sprawiedliwości.
     A Prawo i Sprawiedliwość z założenia neguje istnienie Wojskowych Służb Informacyjnych. Dlaczego więc czołowy lokalny działacz Prawa i Sprawiedliwości zatrudnia w miejskiej spółce byłego oficera kontrwywiadu? Czy robi to za zgodą swoich zwierzchników politycznych? I co najważniejsze, czy wie o tym prezydent Sławomir Pajor? Na te pytania nie udało nam się znaleźć odpowiedzi, gdyż zarówno Sławomir Pajor jak i Mirosław Keller permanentnie unikają kontaktu z nami.
Katarzyna Wiśniewska