"Naród, który wymazuje swoją historię - traci tożsamość"

"Zaatakowali go wczesnym rankiem.
Ośmiu uzbrojonych w ciężki sprzęt pracowników osaczyło betonowego generała i zarzuciło na niego linę.
Miał się przewrócić od razu, ale skapitulował dopiero o 16.24."


Przyszli. Jednak przyszli. Mimo protestów, mimo świadków historii - przyszli. Przyszli po bohatera wojny w Hiszpanii i bohatera walk z hitlerowskim okupantem. Przyszli po Generała Karola Świerczewskiego "Waltera". Przyszli podjudzeni przez podstarzałych akowców napojonych wypocinami Instytutu Poniewierania Narodu. Przyszli z błogosławieństwem kaczystów. Generał Karol ŚWIERCZEWSKI urodził się w Warszawie przy ulicy Kaczej, na Woli, w rodzinie robotniczej. Pewnie przez tą ulicę nie jest lubiany przez kaczystów. A i Wola to dzielnica robotnicza, nie tak jak "yntelygencki" Zoliboż. Byłem tam. Przy pomniku Generała. Nie tylko ja byłem protestować. Przyjechali członkowie RACJI Polskiej Lewicy, jedynej prawdziwej partii lewicowej w Polsce, z całego kraju. Byli i kombatanci i przedstawiciel z Hiszpanii. Nic to nie pomogło, bo i nic nie pomoże osobom zaślepionym nienawiścią do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, do wszystkiego, co z PRL jest związane. Zaślepionym w swojej walce z osiągnięciami powojennymi, chcącymi dostać się na pierwsze strony historii, kreować się na współczesnych "bohaterów". Chcących 40 letni okres PRL-u wymazać z kart historii, z pamięci naszej i naszych dzieci. Stawiających teraz pomniki mordercom chłopów, którzy odważyli się brać ziemię w czasie reformy rolnej lub - częściej - obrońcom pedofilów w sutannach. Ale Generał się tak łatwo nie poddał. Tak ja za życia kulom się nie kłaniał tak i teraz zmusił ich do wysiłku. Namęczyli się. Namęczyli się więcej niż mordercy z UPA.
Po zamachu został pochowany 1 kwietnia 1947 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach z udziałem władz partyjnych, państwowych i kościelnych.
Teraz został pochowany jeszcze raz.
W naszej pamięci.
Na zawsze.

CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI.

Marian Przyjazny